3.15.2017

Szelki Hurtta Active


Wybierając ubrania dla siebie jak ognia unikam tych w kolorze różowym - po prostu, nie podobają mi się. W przypadku akcesoriów dla Tosi jest zupełnie odwrotnie... zakochuję się we wszystkim, co różowe i nie odpuszczam. Tak też było w przypadku szelek Hurtta Active, o których przeczytacie w dzisiejszym poście. ;)

Szelki zamówiłam w jakimś grupowym zamówieniu zza granicy, szczerze nie pamiętam już jej nazwy. W Polsce szelki można dostać za około 160-200 zł, ja kupiłam nasze za 111 zł z groszami. Mamy je już od maja (?), zwiedziły z nami pół Polski, Tosia była w nich na Latających Psach, obozie i w wielu innych miejscach. Zostały przetestowane w wodzie, piasku, błocie i śniegu, na obozie były często noszone przez Lunę (klik ;)), przymierzała je również Abi.
Rozmiar 45-60 cm jest na Abi za duży, co widać na powyższej fotce, ale możemy przyjrzeć się szelkom od strony technicznej. W oczy rzuca się uchwyt, nieco podobny jak przy Juliusach, ale nie jest składany. Nie uważam tego za wadę, bo rzep do którego przyczepia się uchwyt przy Julkach zbiera mocno kurz i różne śmieci, dlatego cieszę się, że tutaj zrezygnowano z tego pomysłu. Uchwyt jest praktyczny, wygodny, można przytrzymać psa w razie potrzeby. Kolejnym aspektem jest klamra - mocna, nie odpięła się ani razu, nie zacina się, nie dostają się do środka brudy. Nie porysowała się, jedynie trochę pobrudziła, co jest przecież normalne. Na górnej części szelek znajdziemy gumowe logo Hurtty, na dolnej zaś odblaskowe znaczki. Szelki posiadają również wszytą odblaskową nić, która świetnie sprawdza się po zmroku. Niestety, minusem szelek jest regulacja. Nie wiem, czy akurat nam trafił się wadliwy model, czy jest tak w przypadku wszystkich - bardzo trudno przesunąć którykolwiek pasek, trzeba go pchać na siłę, bo po prostu się blokuje. Kolejną wadą jest dolna część szelek, z tego co słyszałam nie tylko my mamy z nią problem. Dół jest dosyć masywny, u niektórych piesków podchodzi pod samą szyję, na dodatek jest sztywny (mimo, iż jest zrobiony z "pianki") i na pierwszy rzut oka zdaje się krępować ruchy psiaka, na szczęście u Tosi tego nie dostrzegłam. Nie przylega za to całkiem do ciała pieska. Wbrew pozorom boczne paski nie wchodzą Tośce pod pachy, choć zdaje się tak na zdjęciach. Pod tym względem nie widzę zastrzeżeń. ;) Kółeczko (a raczej "trójkąt") do zapinania smyczy jest mocne, osobiście nie słyszałam o sytuacji, aby się urwało (jak to bywało w przypadku innych szelek tej firmy), wszystkie nici zdają się być mocne i solidne, szelki nie prują się. Tradycyjnie znajdujemy miejsce na wpisanie nr telefonu (ktoś z tego korzysta?), tym razem na dolnej części szelek.
 Teorię mamy już za sobą, przyszedł zatem czas na praktykę. Jak szelki sprawdziły się na spacerach? Latem Tosia rzadko je nosiła, głównie ze względu na wysokie temperatury, zimą za to były strzałem w dziesiątkę. Nadal nie mogę dobrać odpowiedniego ubranka dla Tosi, nie widzę też, aby szczególnie marzła w czasie naszych "srogich" zim, a szelki w pewnym sensie mogą zastąpić ubranko dla mniej wymagających pod tym względem psiaków. Nie zauważyłam, aby szelki krępowały ruchy w zwykłych czynnościach takich jak np. zabawa z innymi psami albo bieganie za piłeczką, jednak nie polecałabym ich chociażby do agility z oczywistych względów. Czy szelki się brudzą? Owszem, brudzą się mocno i szybko. Coby nie było jednak tak źle - wystarczy troszkę mydła i wody, aby przywrócić im dawny blask. Nasze prałam już po pierwszym spacerze, bo traf chciał, że korciło mnie, aby wypróbować szelki, a było akurat błoto. ;)
Z mojej strony polecam, szczególnie dla osób, którym podobają się Ruffweary, ale z jakiś względów nie mogą sobie na nie pozwolić. Naprawdę warto wydać trochę pieniędzy na coś porządnego, co starczy nam i oczywiście naszym psom na długi czas! ;)

8 komentarzy:

  1. Od dłuższego czasu rozważam nad ich kupnem, lecz niestety mój portfel świeci pustkami i dalej muszę zrezygnować z zakupu :(

    OdpowiedzUsuń
  2. U nas też ciężko je reguluje. Paski bardzo trudno przepchnąć. Do tego miałam problem z ich dopasowaniem aby nie wchodziły w pachy. Przód rzeczywiście jest masywny i wygląda jakby wbijał się w łapy, ale jak wsadzi się tam rękę to okazuje się że jest tam sporo luzu. Ale i tak są to nasze ulubione szele :D
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. http://marley-i-reks-natropieinternetu.blogspot.com/ zapraszamy na naszego bloga :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Jeśli Tosia będzie w nich na LP to chcemy do przymiarki żałuję że na obozie ich nie przymierzyłam :P

    OdpowiedzUsuń
  5. Piękny róż, aż chciałabym mieć suczkę. Próbowałaś na lato te szele mrozić? Myślę, że nie byłby to zły pomysł.

    OdpowiedzUsuń
  6. Bardzo podobają mi się te szele. Chciałabym je kupić, ale niestety ten piękny róż raczej nie jest dla Bobika :P Na razie mam na oku Hurtty Y Lifeguard :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Super recenzja! Co do szelek, same w sobie są spoko, ale raczej nie w naszym typie ;)
    Pozdrawiamy M&B

    OdpowiedzUsuń
  8. Tosi bardzo pasuje w różu. To taki jej kolor.
    Co do samych szelek, czytałam kiedyś, że ich zapięcia nie są zbyt mocno trwałe. O wiele bardziej podobają mi się za to podobne szelki od True Love. Więc pewnie jak nasze obecne norwegi się zjadą to to będą nasze kolejne szelki :P
    Pozdrawiamy, Biscuit Life!

    OdpowiedzUsuń